O równości obywatelskiej

Baliśmy się rozglądać, ale każdy wiedział, że druga taka okazja w życiu może się już nie powtórzyć. Bo też te wszystkie kolumny, kandelabry, czy istne tony złota umieszczonego na ścianach i sufitach zwyczajnie nas, chudopachołków, onieśmielały. Nawet wypucowana do glansu podłoga, której elementy egzotycznego drewna układały się w całe obrazy pełne nagich ludzi siedzących na jakimś polu wydawała nam się innym światem. Zresztą obrazy na  ścianach nie były wcale lepsze, aż niektóre kobiety pokraśniały ze wstydu i nie wiedziały, gdzie oczy podziać. Wkoło stała gwardia, oddzielająca nas od monarchy.

Po ostatnich, pożałowania godnych, zdarzeniach w sąsiedniej prowincji nasz król postanowił dać pospólstwu szansę poznania go od dobrej strony i nakazał zagonić do pałacu letniego tych, którzy się akurat napatoczyli na rynku. Było więc nas tu może ze sto osób, czy może mniej. Albo i nie. Staliśmy z czapkami w rękach, nieśmiało rozglądając się dokoła, a od widoków niejednemu gęba sama się otworzyła ze zdziwienia. Tymczasem Najjaśniejszy Pan przemawiał, stojąc na podwyższeniu. Podkreślał, że jest takim samym człowiekiem, jak my wszyscy i radził nam dobrze to zapamiętać, bo on nie zwykł powtarzać dwa razy. A kiedy jednak powtarzał po raz drugi, że „jestem przecież, mój ludu, takim samym obywatelem, jak i wy…”, wtedy stało się nieszczęście. Niejaki Gulbasek Leonard, który sprzedawał ryby trochę na lewo od głównej alei rynku dostał ze strachu czkawki i starał się ją powstrzymać. Pomimo wysiłków wydawał z siebie jakieś tłumione dźwięki, a minę miał przy tym wielce nietęgą. Zdziwiony król rzucił na niego okiem i pewnie uznał, że drgający nienaturalnie Gulbasek śmieje się z niego, bo przerwał wykład o równości obywatelskiej, zaklaskał i, gdy z sąsiedniej komnaty wbiegli z metalicznym hałasem uzbrojeni siepacze, krzyknął kilka razy coś jakby „tuele”, wskazując upierścienionym palcem na Gulbaska. Ten zmartwiał, potulnie dał się chwycić pod pachy i wyciągnąć niby wór owsa na zewnątrz. Krzyczał tylko „Bramo Sprawiedliwości, Latarnio Łaski, zmiłuj się nade mną, mam żonę i dzie…”, ale po chwili z dziedzińca dało się słyszeć takie jakieś głuche uderzenie i Gulbasek przestał błagać o litość.

Król mruczał coś pod nosem, wyraźnie niezadowolony. Po chwili uśmiechnął się i powrócił do tematu: „o czym to ja? A, prawda. Zapamiętajcie więc, że jestem dokładnie takim samym obywatelem, jak wy. Zapamiętajcie, durnie, że właściwie to wam służę”. Słuchaliśmy w skupieniu, a ja dalej wgapiałem się w podłogę tuż przy moich nogach: u studni chuda naga kobieta poiła jakiegoś gładko ogolonego gołego mężczyznę; chyba żołnierza, bo z mieczem w ręku. Miałem nadzieję, że Najjaśniejszy Pan uzna to za przejaw mojej obywatelskiej pokory, że niby nie podnoszę na niego wzroku. „Na armię to jest” – pojawiła mi się we łbie nieproszona myśl – „a na mundury to już nie”. Tak mnie to przeraziło, że postanowiłem natychmiast wykazać się miłością do dynastii. Zamknąłem oczy i nabrałem powietrza w płuca. „Niech żyje obywatel król!” – wrzasnąłem dziarsko, ku własnemu zdumieniu. Cisza dzwoniąca mi w uszach uzmysłowiła mi niestosowność mojego szalonego zachowania. Kiedy otworzyłem oczy ujrzałem, że Jego Łaskawość przygląda mi się z zainteresowaniem.

14 myśli na temat “O równości obywatelskiej

  1. I po co się wychylać ? Nawet z wazeliną.
    Pozdrawiam

    1. Zgoda. Od zawsze mówię, że przy władzy najbezpieczniej być bezmyślnym, to wówczas żadne głupie myśli do głupiego łba nie przyjdą.
      Pozdrawiam

  2. Powiało grozą, chociaż brak zakończenia…
    Być może Jego Łaskawość uczyni Cię ministrem?
    Być może Gulbasek Leonard został poczęstowany jaką strawą lub dzbanem wody, by mu ulżyć w czkawce?

    Skoro Najjaśniejszy Pan głosił z podwyższenia, że w pełni utożsamia się z ludem, to pewnie tak jest.
    Reszta to mylne wnioski – tak bywa, gdy jakiś fragment wyrywa się z kontekstu!
    A przecież Władca to dobre Panisko, przecież zaprosił pospólstwo w swe wysokie progi!

    1. 1. Każda władza pochodzi od Boga. Czy w takim razie mogłaby zostać wybrana zła władza?
      2. Miałem w planie większy kawałek, ale (jak to często bywa) zwyciężyło lenistwo.
      Pozdrawiam

      1. ad. 1 nie każdemu faryzeuszowi należy wierzyć, a zwłaszcza przechrzczonemu;
        ad. 2 szkoda, szkoda, szkoda …

      2. Saduceuszom też bym tak bezgranicznie nie ufał.
        Pozdrawiam

      3. Zgoda, ale powołujesz się na słowa św. Pawła, faryzeusza, że Każda władza pochodzi od Boga, a ja w to nie wierzę.
        Bóg, żaden bóg nie mógłby być aż tak okrutny, żeby … ech!

        Saduceusze byli, owszem, warstwą zamożną, ale nigdy nie mieszkali na Żoliborzu!

      4. Dlaczego nie miałby być okrutny w naszym rozumieniu tego słowa? W boskim rozumieniu ta sama czynność może przecież oznaczać coś zupełnie innego, co jest nam niedostępne. Dlatego nie należy nawet próbować spoufalać się z Panem Bogiem, bo i tak nic z tego nie przyjdzie dewotkom i dewotom oprócz zapalenia korzonków po przeziębieniu w zimnej kruchcie.
        Pozdrawiam

  3. Jak to dobrze że czkawki nie miewam.
    Niepokojace jest natomiast to ze mam napady mdłości.

    1. Trochę późniejsze macierzyństwo też może dać wiele radości. No, chyba że dostajesz ich (= tych mdłości) czytając ten blog – wtedy wszystko byłoby jasne.
      Pozdrawiam

      1. Jak to dobrze że się wreszcie dowiedzialam o dwóch przyczynach moich mdłości. A przecież to bylo jasne jak słońce.
        🙂

      2. Dobrze i miło jest pomagać bliźnim. Choćby tylko i słowem.
        Pozdrawiam

  4. No to teraz przynajmniej wiadomo kto za tym wszystkim głosował
    hehehehehe 🙂
    Pozdrawiam z zaścianka

    1. To akurat było wiadome od dawna: lud, który słyszał o bajecznym wzroście, widział nawet nowe drogi i budynki, ale nie odczuwał tego rozwoju we własnym portfelu.
      Pozdrawiam

Możliwość komentowania jest wyłączona.